wtorek, 31 marca 2020

Maki w wazonie - odsłona trzecia

Trudne czasy nastały, ale żyć trzeba dalej. Ja staram się żeby było jak najbardziej normalnie. Na szczęście dalej pracuje, co prawda w systemie naprzemiennym, ale jednak. Dzięki temu, że mieszkam na tzw. uboczu mogę sobie spokojnie też wyjść z psem na dłuższy spacer, bez ryzyka, że spotkam drugiego człeka. Trochę czytam - w marcu do podjętego wyzwania dorzuciłam 5 książek i 1 720 stron. No i oczywiście haftuje - z początku miesiąca był wilk, przez ostatnie dwa tygodnie maki. A tak na dobrą sprawę to głównie tło w makach :) I pewnie bym sobie dalej je dziubała, gdyby nie fakt, że w trakcie ostatnich mulinowych zakupów pomyliłam ilość potrzebnych motków dwóch kolorów. I tak teraz mam trzy sztuki tego którego powinnam mieć jedną a tego którego powinno być trzy nie mam już w ogóle. W każdej innej sytuacji poszłabym dokupić braki, ale aktualnie to jednak przegięcie.
Dobra koniec żali czas na fotkę :)


Maki krzyżykuje mi się do tej pory całkiem fajnie, więc dopóki jest na nie wena będą pewnie przez jakiś czas jeszcze na warsztacie. Mam nadzieję, że wybaczycie mi to monotematyczność. Zależy mi po prostu, by jak najszybciej je skończyć, bo tyle cudeniek czeka w kolejce, że aż trudno je zliczyć :)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza